Ułatwienia dostępu

Skip to main content

Józef Król

Urodził się w Chęcinach w 1952 roku, gdzie w otoczeniu pięknej przyrody wychowywał się na gospodarstwie swoich rodziców. W wolnej chwili brał ołówek i na kartce rysował otaczający go świat – górujący nad Chęcinami królewski zamek, widziany z okna pejzaż, góry. 

Czasami ołówek zamieniał na farby i lepił figurki z plasteliny. Z sukcesami brał też udział w szkolnych i wojewódzkich konkursach plastycznych. Po szkole podstawowej przeniósł się ze starszą siostrą do Jastrzębia i zrealizował swoje marzenie – dostał się do Liceum Plastycznego w pobliskim Cieszynie. Tam rozwijał swoje umiejętności zarówno w rysunku,  malarstwie jak i w rzeźbie.

Kiedy w 1970 roku zakończył naukę w liceum podjął pracę na KWK „Moszczenica” w charakterze plastyka. W tym czasie podobną funkcję pełnił tam Ludwik Holesz. Zatrudnianie osób, które wykazywały zdolności manualne, było często stosowaną praktyką w różnych zakładach, w tym na kopalniach. W pracowniach, warsztatach i dekoratorniach, w zależności od zapotrzebowania, wykonywali pamiątkowe przedmioty, które były później przekazywane np. odwiedzającym zakład dygnitarzom, czy zagranicznym delegacjom.

Artysta w swoim warsztacie skupił się przede wszystkim na rzeźbie – początkowo rzeźbie w drewnie, nieco później również na rzeźbie w graficie i węglu. Ten ostatni znajdował podczas okazjonalnych zjazdów pod ziemię, natomiast w grafit zaopatrywał się w Fabryce Elektrod Węglowych w Raciborzu. Ze względu na rzadko występujący w jastrzębskich kopalniach węgiel, który mógł być używany do rzeźbienia, większość artystów używała do tego celu właśnie grafitu.

REKLAMA

Zapotrzebowanie na pamiątki kojarzone z górnictwem i Śląskiem było tak duże, że Józef Król zdecydował się na założenie własnej działalności. Na kopalni realizował zlecenia dyrektora czy przełożonych, we własnym warsztacie osób prywatnych, firm, stowarzyszeń oraz innych instytucji. Rzeźbił bardzo dużo. Dziś nie jest w stanie podać nawet przybliżonej ilości wykonanych prac. Tematy, które podejmował dotyczyły pracy pod ziemią, legend, śląskich wierzeń. Chyba najczęściej rzeźbił figurki świętej Barbary. Chociaż tematyka często była narzucona przez zamawiającego, to wykonanie pozostawiano już artystycznej wizji wykonawcy.

Metodą prób i błędów wypracował sposób odlewania form z mieszanki żywicy i pyłu grafitowego. Taką techniką wykonywał na przykład medale, które zamawiane były w dużych ilościach na różne imprezy okolicznościowe i wydarzenia. Jak sam przyznaje praca nad medalami wymagała większego skupienia, większej dbałości o szczegóły, ale dawała też dużą satysfakcję. Przy tworzeniu tych małych form często współpracował z jastrzębskim Oddziałem Towarzystwa Numizmatycznego. Wykonał dla nich m.in. dwa pamiątkowe medale, które zostały wysłane w darze papieżowi Janowi Pawłowi II. Za trud włożony w pracę nad nimi otrzymał podziękowania z Watykanu.

Rzeźbił także duże prace - największym dziełem jastrzębskiego twórcy było wykonanie z grafitu ponad dwumetrowego ołtarza bocznego do kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego w Jastrzębiu. Ołtarz składa się z obrazu (nieznanego autora) przedstawiającego świętą Barbarę, masywnej ramy z wyrzeźbionymi motywami górniczymi, krzyża oraz dolnej półki z wazonem i świecznikami. Całość wieńczą płaskorzeźby klęczących górników. Artysta realizował podobne zlecenia do kościołów na całym Śląsku.

Inną gałęzią sztuki, którą zajmował się Józef Król było meblarstwo artystyczne. W stołach, krzesłach, długich ławach, szafkach, szafach czy drzwiach, przy pomocy dłut, wycinał różne wzory i wymyślne ornamenty. Często odbiorcą rzeźbionych mebli było Ministerstwo Górnictwa z siedzibą w Katowicach.

Brał także udział w wystawach i konkursach m.in. w Zabrzu i Katowicach. Jego prace były wysoko oceniane, zdobywał wyróżnienia. Do dziś pamięta wysokiej klasy zestaw profesjonalnych dłut, które otrzymał w nagrodę za swoje rzeźby. Było to czasy, kiedy zakup takich narzędzi w sklepie był prawie niemożliwy.

Jeszcze pracując na KWK „Moszczenica”, wraz z kilkoma kolegami, zaangażował się w budowę jachtu, który później otrzymał imię „Ainez”. W ten sposób realizował swoje marzenie o wspólnych podróżach z rodziną, któremu poświęcał każdą wolną chwilę. Z racji swoich umiejętności zajmował się pracami stolarskimi. Sama budowa trwała kilka lat, po czym przetransportowano jacht barką węglową do Szczecina. Niestety z przyczyn od niego niezależnych, nie dane mu było cieszyć się ani jachtem, ani żeglugą, a cała przygoda zakończyła się dużym rozczarowaniem.

Artysta po zamknięciu kopalni „Moszczenica” został przeniesiony na kopalnię „Jastrzębie”, gdzie pracował do czasu przejścia na emeryturę. Później zaczął wyjeżdżać do Wielkiej Brytanii, dorywczo zajmując się konserwacją rzeźb i obrazów w londyńskich muzeach. Doskonale odnalazł się w tej roli, a sama praca dawało mu wiele satysfakcji.

Obecnie, ze względu na stan zdrowia, zawiesił swoją artystyczną działalność, poświęcając się innym zajęciom. Uprawia nordic walking, zajmuje się ogrodem i swoimi ukochanymi zwierzętami. Jednak, jak sam podkreśla, jak wszystko ułoży się pomyślnie, to wróci jeszcze do rzeźbienia.

Za pomoc przy pisaniu artykułu dziękuję Pani Zuzannie Trojnackiej-Dasiak

Autor: Katarzyna Gardecka

Przeczytaj pełny artykuł ze źródła:

https://harmonicznychaos.pl/artblog/101-sylwetki-tworcow/161-jozef-krol.html


Podziel się z innymi, udostępnij:
REKLAMA

Podziel się swoim zdaniem...
jesteś gościem
lub dodaj jako gość
Ładuję komentarze... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Ciekawy temat? Rozpocznij dyskusję. Zostaw komentarz...

na Tapecie! wyróżnione artykuły

REKLAMA


Ostanie komentarze

250 metrów to dla mieszkańców tej ulicy jak autostrada, ale dla mnie Kowalskiego z osiedla to żarty!
świetny materiał!
Jaki remont? Przejeżdżam tam codziennie i nic się nie dzieje. Jakieś znaki nastawiali, a dziury jak w budżecie miasta! 
Pan Witold jak zwykle w formie i na poziomie! powodzenia
Gratulacje Eugeniuszu! 

REKLAMA

REKLAMA