Życie po węglu. Czy Jastrzębie-Zdrój ma pomysł na drugie życie?
Od ponad 100 tysięcy mieszkańców do nieco ponad 80 tysięcy. Od miasta, w którym średnia wieku wynosiła około 24 lat, do miasta, w którym jest to już około 44 lat. Jastrzębie-Zdrój stoi dziś przed pytaniem, którego nie można dłużej odkładać: jak ma wyglądać życie miasta po węglu?
Jastrzębie-Zdrój jest miastem niezwykłym. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat z niewielkiej miejscowości przeobraziło się w ponadstutysięczne miasto. To węgiel stworzył Jastrzębie, przyciągnął ludzi, dał pracę, mieszkania, szkoły, drogi i całą miejską infrastrukturę.
W ciągu niespełna dekady powstały cztery kopalnie: Jastrzębie, Moszczenica, Zofiówka i Borynia. Pierwsza rozpoczęła wydobycie w 1962 roku, ostatnia z tej czwórki w 1971 roku.
Wraz z kopalniami rosło miasto. W 1979 roku Jastrzębie przekroczyło granicę 100 tysięcy mieszkańców. W 1991 roku osiągnęło historyczne maksimum — 104 594 mieszkańców.
Dziś jest nas około 80,5 tysiąca. To oznacza, że w ciągu nieco ponad trzech dekad miasto straciło około 24 tysięcy mieszkańców. To liczba, obok której nie można przejść obojętnie.
Czy Jastrzębie wymiera?
To pytanie brzmi dramatycznie, ale warto je postawić. Nie po to, aby straszyć mieszkańców. Po to, aby zrozumieć, co się dzieje.
Na spadek liczby mieszkańców wpływa kilka nakładających się procesów. Jednym z nich jest naturalny ruch ludności. W 2025 roku w Jastrzębiu-Zdroju urodziły się 422 osoby, a zmarło 868. Oznacza to ubytek naturalny na poziomie 446 osób. Drugim czynnikiem są migracje.
Jastrzębie było miastem, które w czasach rozwoju górnictwa przyciągało ludzi z całej Polski. Dzisiaj mechanizm działa w dużej mierze odwrotnie. Część osób, które przez 25 czy 30 lat pracowały w kopalni, po zakończeniu aktywności zawodowej wraca do rodzinnych miejscowości. Inni przez lata pracy w Jastrzębiu zgromadzili środki i wybudowali domy w sąsiednich gminach — w Pawłowicach, Mszanie, Godowie, Żorach czy innych miejscowościach. Na papierze mogą więc nadal być związani z Jastrzębiem. Ich życie jednak coraz częściej toczy się poza jego granicami.
Jest jeszcze jedna grupa — młodzi.
I tutaj problem jest chyba najpoważniejszy.
Pokolenie, które nie musi już pracować w kopalni
Po 1989 roku otworzył się świat, którego wcześniejsze pokolenia nie znały. Młody człowiek z Jastrzębia może studiować w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie. Może pracować w Niemczech, Norwegii, Holandii czy Wielkiej Brytanii. Może założyć firmę w Jastrzębiu, ale świadczyć usługi dla klientów na całym świecie.
I przede wszystkim — coraz częściej nie musi wybierać górnictwa.
To ogromna zmiana cywilizacyjna.
Przez dziesięciolecia model był prosty: szkoła, kopalnia, mieszkanie, rodzina, emerytura. Dzisiaj młody, coraz lepiej wykształcony człowiek ma znacznie więcej możliwości.
I nie możemy mieć pretensji do młodych, że z nich korzystają. Jeżeli chcemy, aby zostali w Jastrzębiu, musimy stworzyć im powód, żeby chcieli tutaj zostać.
Nie wystarczy powiedzieć: „zostańcie”.
Trzeba stworzyć miasto, w którym warto zostać.
Jastrzębie nie może już być tylko miastem górniczym
Transformacja nie oznacza wymazania górniczej historii.
Wręcz przeciwnie.
Historia węgla może stać się jednym z największych atutów Jastrzębia. Miasto powinno jednak przestać traktować tereny pokopalniane jako problem, który trzeba zagospodarować.
Powinniśmy zacząć traktować je jako kapitał. Jastrzębie ma coś, czego wiele innych miast może nam pozazdrościć: ogromną, niemal gotową opowieść.
Opowieść o mieście, które powstało dzięki węglowi i teraz potrafi zbudować swoją przyszłość na tym, co po nim zostało. Pierwszym symbolem tej zmiany może być Łaźnia Moszczenica. Miasto otrzymało w 2026 roku ponad 29 milionów złotych dofinansowania na nadanie jej nowych funkcji społecznych, edukacyjnych, gospodarczych i kulturalnych. Całkowita wartość projektu przekracza 33 miliony złotych.
To bardzo ważny krok.
Ale Łaźnia nie powinna być końcem tej opowieści. Powinna być jej początkiem.

Łaźnia jako serce nowej dzielnicy
Wyobraźmy sobie Łaźnię Moszczenica jako centrum większego projektu.
Nie pojedynczy obiekt stojący pośród dawnych terenów kopalnianych.
Centrum sieci.
Wokół Łaźni mogłaby powstać trasa piesza i rowerowa prowadząca śladami dawnych kopalń, szybów, bocznic kolejowych i miejsc związanych z historią górnictwa.
Można byłoby połączyć ją z istniejącymi trasami rowerowymi, tworząc industrialną trasę rowerową Jastrzębia-Zdroju.
Nie trzeba budować wszystkiego od zera. W wielu miejscach można wykorzystać istniejący przebieg dawnych kolei kopalnianych i przekształcić go w bezpieczne ciągi pieszo-rowerowe. Taka trasa mogłaby prowadzić przez miejsca, które dzisiaj kojarzą się przede wszystkim z przemysłem, a za kilkanaście lat mogłyby być kojarzone z rekreacją, turystyką i historią.
Hałdy, które zamiast przypominać o końcu, mogą symbolizować początek
Być może powinniśmy zmienić sposób myślenia o hałdach.
Nie „hałda po kopalni”.
Nie „teren zdegradowany”.
A może:
Wzgórze Transformacji.
To nie musi być tylko nazwa.
Na odpowiednio przygotowanych i bezpiecznych terenach mogłyby powstać punkty widokowe, tarasy, ścieżki piesze, trasy biegowe, trasy MTB, miejsca odpoczynku, punkty edukacyjne, a w wybranych lokalizacjach również atrakcje sezonowe, takie jak tor saneczkowy. Z miejsca będącego symbolem przemysłowej przeszłości można stworzyć miejsce, z którego mieszkańcy będą oglądać przyszłość miasta.
Brzmi odważnie?
Być może.
Ale transformacja właśnie na tym polega.
Nie tylko turystyka
Ktoś może powiedzieć: „Ładne ścieżki rowerowe nie zatrzymają młodych ludzi”.
I będzie miał częściowo rację.
Nie zatrzymają.
Dlatego potrzebujemy kilku elementów jednocześnie.
Jastrzębie powinno być miastem, w którym młody człowiek może rozpocząć dorosłe życie bez konieczności natychmiastowego wyjazdu. Potrzebne są mieszkania dostępne cenowo, zarówno na wynajem, jak i dla osób rozpoczynających własne życie.
Po drugie — komunikacja.
Jastrzębie musi być lepiej skomunikowane z Katowicami i całą Metropolią. Jeżeli mieszkaniec może mieszkać w Jastrzębiu, a jednocześnie szybko dotrzeć do pracy, uczelni czy instytucji w Katowicach, Jastrzębie przestaje być peryferią. Staje się częścią większego organizmu gospodarczego.
Po trzecie — praca nowej generacji.
Miasto powinno przyciągać firmy technologiczne, usługowe, projektowe, logistyczne i kreatywne. Powinno tworzyć przestrzenie coworkingowe, inkubatory przedsiębiorczości i warunki dla małych firm. Praca zdalna może być dla Jastrzębia ogromną szansą.
Dlaczego?
Bo człowiek może mieszkać tutaj, korzystać z lokalnych usług, płacić tutaj podatki i wychowywać tutaj dzieci, a pracować dla firmy z Katowic, Warszawy, Berlina czy Londynu. Mamy już pierwsze elementy tej układanki
Co ważne, nie zaczynamy od zera.
Miejska Strategia Rozwoju 2030+ już wcześniej wskazywała na potrzebę zagospodarowania terenów pokopalnianych, rozwijania funkcji rekreacyjnych zrekultywowanych hałd oraz stworzenia Centrum Dziedzictwa Postindustrialnego i Centrum Porozumienia Jastrzębskiego w Łaźni Moszczenica. Miasto samo wskazuje również, że transformacja terenów górniczych powinna prowadzić do nadawania miejscom poprzemysłowym nowych funkcji.
Mamy więc strategię.
Mamy Łaźnię.
Mamy Carbonarium.
Mamy Żelazny Szlak Rowerowy.
Mamy tereny po kopalniach.
Mamy historię.
Mamy ludzi.
Brakuje być może przede wszystkim połączenia tych elementów w jedną dużą opowieść o Jastrzębiu.
Miasto może sprzedać swoją historię
Nie chodzi oczywiście o „sprzedanie” historii w dosłownym znaczeniu. Chodzi o stworzenie produktu turystycznego i gospodarczego.
Wyobraźmy sobie:
Industrialny Szlak Jastrzębia-Zdroju.
Trasa prowadząca dawnymi śladami górnictwa.
Łaźnia Moszczenica jako centrum.
Dawne tereny kopalni Jastrzębie.
Moszczenica.
Borynia.
Zofiówka.
Hałdy.
Dawne torowiska.
Punkty widokowe.
Ścieżki rowerowe.
Trasy MTB.
Miejsca odpoczynku.
Tablice i aplikacja pokazująca, co znajdowało się tutaj 20, 40 czy 60 lat temu. A obok tego gastronomia, małe biznesy, wydarzenia, koncerty, rajdy rowerowe, biegi, zawody MTB, imprezy rodzinne. Historia spotyka się z rekreacją. Przeszłość zaczyna finansować przyszłość.
Czy można zatrzymać spadek liczby mieszkańców?
Prawdopodobnie nie da się odwrócić go jednym projektem. Nie da się też jednym zarządzeniem sprawić, że młodzi ludzie przestaną wyjeżdżać.
Ale można sprawić, że część z nich wróci. Można sprawić, że część osób, które dzisiaj budują dom pod Jastrzębiem, wybierze jednak życie w mieście. Można przyciągnąć nowych mieszkańców. Można stworzyć warunki, w których człowiek po studiach w Krakowie czy Katowicach powie:
„Wrócę do Jastrzębia. Tutaj też mogę dobrze żyć i pracować.”
I być może właśnie to powinno być jednym z najważniejszych celów transformacji.
Nie powrót do przeszłości.
Tylko stworzenie miasta, którego przyszłość nie zależy od tego, czy jutro ktoś jeszcze będzie wydobywał węgiel.
Życie po węglu
Jastrzębie-Zdrój nie musi być miastem, które wymiera.
Ale może stać się miastem, które traci mieszkańców, jeśli nie zmieni swojego modelu funkcjonowania.
Różnica jest ogromna.
Bo pierwsze określenie mówi o wyroku.
Drugie — o wyborze.
Dzisiaj stoimy dokładnie w takim momencie. Możemy patrzeć na puste tereny po kopalniach i widzieć koniec pewnej epoki. Albo możemy spojrzeć na nie inaczej.
Na hałdę jak na przyszłe wzgórze.
Na dawną bocznicę kolejową jak na przyszłą trasę rowerową.
Na Łaźnię jak na centrum nowego Jastrzębia.
Na historię górnictwa jak na produkt turystyczny.
Na młodego człowieka nie jak na kogoś, kto powinien zostać za wszelką cenę, ale jak na kogoś, komu trzeba stworzyć warunki, aby sam chciał tutaj zostać.
Węgiel zbudował Jastrzębie.
Teraz Jastrzębie musi zacząć budować swoją przyszłość bez niego. I być może właśnie tereny, które dzisiaj wyglądają jak pozostałość po dawnej epoce, mogą stać się fundamentem tej nowej.
Bo życie po węglu nie musi oznaczać życia bez przyszłości.
Może oznaczać początek drugiego życia miasta.
To jedna z alternatyw wykorzystująca tereny po kopalniane, ale chciałbym pokazać drugą z alternatyw na wykorzystanie spóścizny po przemyśle wydobywczym, a mianowicie
Jastrzębie-Zdrój po węglu. Czy hałdy mogą produkować energię?
Transformacja energetyczna Jastrzębia-Zdroju nie musi oznaczać jedynie likwidacji kopalń i poszukiwania nowych funkcji dla terenów pogórniczych. To również szansa na wykorzystanie tego, co po górnictwie pozostanie. Jednym z najbardziej interesujących kierunków może być stworzenie lokalnego systemu energetycznego opartego na fotowoltaice, metanie kopalnianym i magazynowaniu energii.
Hałdy mogą stać się elektrowniami słonecznymi
Tereny po zwałowiskach górniczych są specyficzne. Nie zawsze nadają się pod zabudowę mieszkaniową czy działalność rolniczą, ale w wielu przypadkach mogą znaleźć nowe zastosowanie jako tereny energetyczne.
Dobrym przykładem jest hałda Borynia, której zrekultywowana powierzchnia przekracza 70 hektarów. Oczywiście nie oznacza to, że cała ta powierzchnia mogłaby zostać zabudowana panelami fotowoltaicznymi. Konieczne byłyby szczegółowe badania geotechniczne, analiza stateczności i osiadania terenu, sprawdzenie warunków przyłączenia do sieci oraz dokładna ocena możliwości wykorzystania poszczególnych fragmentów zwałowiska.
Jeżeli jednak założymy, że pod instalację fotowoltaiczną udałoby się przeznaczyć około 35 hektarów, można mówić orientacyjnie o instalacji o mocy około 35 MWp. Przy produkcji rzędu 1000 MWh rocznie z 1 MWp dawałoby to około 35 GWh energii elektrycznej rocznie. To ilość energii odpowiadająca rocznemu zużyciu około 18 tysięcy gospodarstw domowych.
Jest to oczywiście szacunek koncepcyjny. Ostateczna moc i produkcja zależałyby od technologii, ukształtowania terenu, warunków przyłączenia oraz rzeczywistej powierzchni możliwej do wykorzystania.
Potencjał jest znacznie większy
Borynia nie jest jedynym terenem, który można analizować w tym kontekście. W Jastrzębiu znajdują się również inne obszary związane z działalnością górniczą, między innymi Kościelniok oraz tereny w rejonie Jastrzębia-Szerokiej.
Jeżeli w przyszłości udałoby się wykorzystać łącznie około 100 hektarów terenów pogórniczych pod instalacje fotowoltaiczne, potencjalna moc mogłaby sięgnąć około 100 MWp.
Przy przyjętych założeniach oznaczałoby to około 100 GWh energii elektrycznej rocznie.
To teoretycznie odpowiada rocznemu zużyciu energii przez około 52 tysiące gospodarstw domowych.
Nie oznacza to oczywiście, że 100 hektarów można automatycznie przeznaczyć pod farmy fotowoltaiczne. Jest to wartość pokazująca potencjalną skalę przedsięwzięcia. Najpierw potrzebne byłyby szczegółowe analizy wszystkich terenów.
Drugi skarb ukryty pod ziemią – metan
Fotowoltaika to jednak tylko jedna część możliwego rozwiązania. Druga znajduje się pod ziemią.
Po zakończeniu działalności kopalni w górotworze nadal może występować metan. Gaz ten można w określonych warunkach ujmować i wykorzystywać energetycznie. Technologia nie jest wyłącznie teoretyczna. W Jastrzębiu-Zdroju metan z odmetanowania kopalń jest już wykorzystywany w procesie kogeneracji do produkcji energii elektrycznej i ciepła.
Oznacza to, że po likwidacji kolejnych kopalń warto patrzeć na metan nie tylko jako na problem środowiskowy, ale również jako na potencjalne lokalne źródło energii.
Oczywiście jego wykorzystanie wymaga odpowiednich warunków technicznych. Ilość gazu, jego skład, możliwość prowadzenia odmetanowania oraz opłacalność inwestycji musiałyby zostać każdorazowo dokładnie przeanalizowane.
Słońce i metan mogą się uzupełniać
Najciekawszy może być jednak nie sam rozwój farm fotowoltaicznych ani samo wykorzystanie metanu, lecz połączenie obu technologii.
Fotowoltaika produkuje najwięcej energii w ciągu dnia i w okresie wiosenno-letnim. Kogeneracja wykorzystująca metan może natomiast produkować energię również wtedy, kiedy nie ma słońca.
Do tego można dołączyć magazyny energii.
W ten sposób tereny po kopalniach mogłyby stać się podstawą lokalnego systemu energetycznego:
tereny pogórnicze → fotowoltaika → energia elektryczna
zrobiska kopalniane → odzysk metanu → kogeneracja → prąd i ciepło
nadwyżki energii → magazyny energii
energia → lokalne przedsiębiorstwa, budynki użyteczności publicznej i mieszkańcy
To byłaby zupełnie inna filozofia transformacji.
Nie: „zamykamy kopalnię i zastanawiamy się, co zrobić z terenem”.
Ale: „wykorzystujemy to, co pozostało po kopalni, do budowy nowej gospodarki”.
Jastrzębie może wykorzystać swoją historię
Jastrzębie-Zdrój przez dziesięciolecia rozwijało się dzięki górnictwu. Kopalnie stworzyły infrastrukturę, drogi, sieci energetyczne, miejsca pracy i całe dzielnice miasta.
Dziś ta sama infrastruktura i tereny mogą zostać wykorzystane w procesie transformacji.
Hałda, która przez lata była symbolem wydobycia węgla, może w przyszłości stać się miejscem produkcji czystej energii.
Szyb, który kiedyś prowadził górników pod ziemię, może stać się częścią infrastruktury związanej z odzyskiem metanu.
Teren po kopalni może zostać przeznaczony pod nowe przedsiębiorstwa, magazyny, centra technologiczne czy działalność przemysłową.
Woda znajdująca się na terenach pogórniczych może być elementem systemu retencji, rekreacji, a w przyszłości również magazynowania energii.
Od miasta węglowego do miasta energii
Jastrzębie ma coś, czego nie mają miasta budowane od podstaw – ogromne doświadczenie energetyczne, przemysłowe, techniczne i infrastrukturalne.
Transformacja nie musi więc oznaczać odcięcia się od górniczej przeszłości.
Może oznaczać jej wykorzystanie.
Być może za kilkanaście lat będziemy patrzeć na dzisiejsze hałdy zupełnie inaczej. Nie jako na pozostałość po epoce węgla, lecz jako na tereny, które pomogły zbudować kolejną epokę gospodarczą Jastrzębia-Zdroju.
Bo prawdziwa transformacja nie polega na tym, żeby zapomnieć o węglu. Polega na tym, żeby z tego, co po nim zostało, zbudować przyszłość.




















































