Ułatwienia dostępu

Skip to main content


REKLAMA

''Elita była naszym marzeniem''

 |  Jastrzębski Klub Hokejowy
Jastrzębski Klub Hokejowy
Dodane przez:
Jastrzębski Klub Hokejowy

Zapraszamy do lektury wywiadu z Leszkiem Laszkiewiczem, dyrektorem sportowym naszego klubu oraz team leaderem reprezentacji Polski. Temat? Oczywiście awans biało-czerwonych (z mocnym jastrzębskim akcentem) do Elity! Nie brakuje tu „smaczków” zza kulis z perspektywy legendarnego zawodnika, który na pytanie o swoją rolę w historycznym sukcesie skromnie stwierdził, że... „on tam tylko sprzątał”. Polecamy!

Zapraszamy do lektury wywiadu z Leszkiem Laszkiewiczem, dyrektorem sportowym naszego klubu oraz team leaderem reprezentacji Polski. Temat? Oczywiście awans biało-czerwonych (z mocnym jastrzębskim akcentem) do Elity! Nie brakuje tu „smaczków” zza kulis z perspektywy legendarnego zawodnika, który na pytanie o swoją rolę w historycznym sukcesie skromnie stwierdził, że... „on tam tylko sprzątał”. Polecamy!

Czy spodziewał się pan, że aż 21 lat będziemy czekać na powrót reprezentacji Polski do Elity?
Leszek Laszkiewicz - Trzeba przyznać, że to kawał czasu. Awans do grona najlepszych drużyn świata był naszym marzeniem. Teraz trzeba zrobić wszystko, aby utrzymać się w najwyższej dywizji. Natomiast odpowiadając na pytanie należy stwierdzić, iż z uwagi na liczne problemy, z jakimi boryka się polski hokej, tak długi czas absencji w Elicie... nie jest niespodzianką. Mamy mało lodowisk, a młode pokolenie nie garnie się do naszej dyscypliny. Pod względem systemu szkolenia nie możemy równać się ze Szwecją czy Finlandią. Szczerze mówiąc, dotychczas graliśmy w takich dywizjach, na które było nas stać jako środowisko polskiego hokeja. Mam jednak nadzieję, że za sprawą awansu nasza piękna dyscyplina nie tylko rozwinie się medialnie, ale także da argument Ministerstwu Sportu do większego zainteresowania się losami hokeja.

Czy do Nottingham jechaliśmy jak po swoje ,czy też awans Polski do Elity należy uznać za niespodziankę?
Trzeba pamiętać, że do Mistrzostw Świata Dywizji IA przystąpiliśmy jako beniaminek. Siłą rzeczy po awansie do wyższej dywizji najważniejszym celem powinno być utrzymanie się w niej. Jednak z drugiej strony dostrzegaliśmy postęp, jaki poczyniła nasza drużyna. Ta ekipa naprawdę tworzyła monolit, a sparingi utwierdziły i nas, i ekspertów w nadziei, że możemy powalczyć o coś więcej. Pokazaliśmy, że potrafimy walczyć z zespołami, które mają obycie w rywalizacji ze światową czołówką. Dlatego właśnie faworytami do awansu byli Brytyjczycy i Włosi. Cieszę się jednak, że zdołaliśmy pokrzyżować im szyki.

Uwagę zwracała pewność siebie, z jaką nasza kadra radziła sobie w kolejnych meczach. Osobiście miałem szczególne obawy przed meczem z Koreą, ponieważ to spotkanie odbywało się niecałą dobę po pojedynku z gospodarzami. Tymczasem skończyło się na efektownym 7:0.
W tym aspekcie należy bezwzględnie podkreślić ogromną robotę trenera Roberta Kalabera. Mówimy tu nie tylko o turnieju w Nottingham, ale o całym procesie budowania drużyny. Początki były bardzo trudne, gdy musieliśmy radzić sobie z pandemiczną rzeczywistością. A jednak Kalaber zdołał scementować tę ekipę i optymalnie ustawić formacje. Następnie „wypaliły” nam sparingi, co jeszcze bardziej zjednoczyło drużynę. Przyznam, iż podczas turnieju na Wyspach po raz pierwszy widziałem tak pewnie grającą naszą reprezentację. Od pierwszej do ostatniej zmiany chłopcy wiedzieli, po co są na lodzie. To dało nam pewność, że w tych zawodach jesteśmy w stanie pokonać każdego rywala. Dodatkowym pozytywem była świetna atmosfera w szatni.

Jaki był najtrudniejszy moment w turnieju w Nottingham? Przerwa po dwóch nieudanych tercjach w starciu z Wielką Brytanią, czy też - na przykład - kontuzja eliminująca Johna Murray'a z meczu z Rumunią?
Myślę, że faktycznie za najcięższy moment trzeba uznać dwie pierwsze tercje pojedynku z gospodarzami. Zagraliśmy zbyt zachowawczo i wykazaliśmy za dużo respektu wobec rywala. Za bardzo obawialiśmy się utraty bramki. Na szczęście w trzeciej tercji pokazaliśmy, na co nas stać. Myślę, że gdyby całe spotkanie przebiegało tak, jak trzecia odsłona, to pokonalibyśmy Brytyjczyków.

Czy po meczu z Wielką Brytanią musieliście przyznać, że sędziowie wszędzie są tacy sami?
Oj, to jest temat rzeka (śmiech). Po spotkaniu z Brytyjczykami na tzw. „dyrektoriacie” wyraziłem uwagi w sprawie kary dla Dominika Pasia, któremu być może należały się dwie minuty, ale na pewno nie kara meczu. Spore kontrowersje budziła też sytuacja z rzekomym podcięciem zawodnika rywali przez Johna Murray'a. Nie chciałbym jednak do tego wracać. Cieszmy się awansem. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.

Przejdźmy do osoby trenera Roberta Kalabera. O naszym szkoleniowcu mówi się, że w JKH GKS Jastrzębie jest twardym i surowym szefem. Czy reprezentację Polski również „trzyma” mocną ręką?
Robert Kalaber jest zawsze bardzo wymagający, jednak w reprezentacji Polski mamy wielu starszych i doświadczonych zawodników. To chłopcy świadomi swojej roboty, a zatem pewne rozwiązania stosowane wobec młodzieży nie są tu potrzebne. Natomiast nie zgodzę się z twierdzeniem, że nasz trener jest jakimś „dyktatorem”. Zawodnikom, którzy tak twierdzą, polecałbym popracować pod rosyjskimi trenerami, u których ja grałem. Wówczas przekonaliby się, co oznacza, że szkoleniowiec jest „ostry” (śmiech). Powtórzę, że Robert Kalaber to człowiek wymagający, ale zarazem uczciwy, pracowity i szczery, który nie boi się konfrontacji oraz wskazania zawodnikowi popełnionego błędu. U nas w szatni na honorowym miejscu znajduje się cytat dotyczący Toma Landry'ego z amerykańskiego footballu, który twierdził następująco: „Trener jest kimś, kto mówi ci, czego nie chcesz słyszeć, który widzi to, czego nie chcesz widzieć - po to, żebyś był kimś, kim zawsze chciałeś być”. I taka jest prawda.

Po spotkaniu z Rumunią komentatorom TVP Sport wyrwało się określenie o „czarodzieju z Bratysławy”. Robert Kalaber doczekał się wreszcie docenienia także poza Jastrzębiem. Wielu kibiców w Polsce przekonało się do jego warsztatu. Jak - jako sztab reprezentacji - podchodzicie do tej zmiany nastrojów? Wszak jeszcze niedawno niektórzy drwili z dopiero piątego miejsca JKH GKS w ekstralidze.
Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że Robert Kalaber w ciągu ostatnich lat „wykręcił” z naszym klubem wyśmienite wyniki, mając do dyspozycji budżet mniej lub bardziej znacząco niższy od zasobów najgroźniejszych rywali. Oczywiście wszyscy wiemy, że piąta lokata nie jest szczytem naszych ambicji, jednak w końcówce sezonu pokazaliśmy, że potrafimy grać świetny hokej. Nie bez przyczyny byliśmy najbliżej pokonania GKS Katowice spośród wszystkich rywali tej ekipy w fazie play-off. Kalaber wielokrotnie pokazał, że kasa to nie wszystko, a my jako JKH GKS Jastrzębie potrafimy jak równy z równym walczyć z najlepszymi. Osobiście bardzo się cieszę, że trener jest doceniany także poza naszym klubem. To uznanie mu się należy. Dziś może być dumny z efektów swojej ciężkiej roboty.

Kalaber zyskał uznanie nie tylko w Polsce. Jakiś czas temu trener powiedział mi, że na Słowacji niektórzy uważają, iż pracuje w „hokejowej Afryce”. Teraz chyba już nikt tego nie powtórzy.
Myślę, że to już uległo zmianie. Wszak nasze kluby - w tym JKH GKS Jastrzębie - wygrywały z drużynami ze Słowacji. Nasza liga jest coraz mocniejsza i zauważają to również ludzie z zagranicy.

A zatem nie mogę w tym momencie nie zadać pytania o ligę open. Niektórzy uważają, iż otwarcie naszych rozgrywek na dużą liczbę obcokrajowców przyczyniło się do awansu reprezentacji do Elity. Wprawdzie hokeiści z zagranicy blokują miejsca polskiej młodzieży, ale z kolei reprezentanci kraju mają na co dzień możliwość rywalizacji na wyższym poziomie.
To jest znacznie bardziej skomplikowana kwestia. Nadal twierdzę, że w ekstralidze jest za dużo obcokrajowców. Nasza liga jest mocniejsza o tyle, że bardziej się wyrównała. Problemem jest „jakość sportowa” sprowadzanych obcokrajowców. W innych ligach zawodnicy z zagranicy liderują w punktacji kanadyjskiej i są czołowymi graczami swoich zespołów. Tymczasem u nas w czołówce jest najwięcej Polaków, natomiast obcokrajowcy stanowią w wielu przypadkach co najwyżej uzupełnienie kadry. Tak nie powinno być. Rolą PZHL jest regulowanie dopływu obcokrajowców do polskiej ekstraligi, ponieważ za kilka lat po prostu nie będziemy mieli kim grać. Wracając jednak do meritum pytania - liga open na pewno była jednym z wielu aspektów, które pozytywnie wpłynęły na przygotowanie kadrowiczów do Mistrzostw Świata. Jednak tych czynników było naprawdę wiele i - generalnie rzecz ujmując - przed Nottingham „zagrało” nam praktycznie wszystko.

Wspomniał pan, że atmosfera w reprezentacji była znakomita. Nie było żadnych niesnasek przeniesionych z rozgrywek ligowych? Nie uwierzę, że jeśli dwóch dorosłych facetów wyzywa się na ekstraligowej tafli, to po ubraniu koszulki z orłem zapomina o tym.
Proszę mi wierzyć, że reprezentacja Polski to naprawdę zupełnie inna sprawa niż liga. Chłopaki nie muszą się „kochać”, tylko jak najlepiej współpracować na lodzie. Faktem jest, że w meczach klubowych zdarzają się konflikty. Hokej to emocjonująca dyscyplina, więc frustracja czasem przeradza się w bójkę czy mocniejsze słowo. Sam jednak byłem zawodnikiem i doskonale wiem, jak to jest - po meczu zadajesz sobie pytanie, czy aby na pewno miałeś rację i czy należało tak ostro zareagować. Trzeba mieć szacunek do wszystkich zawodników i jeśli dany konflikt wynika z woli walki, to albo się o nim zapomina, albo też staje się on wdzięcznym tematem do wspólnych żartów. Dodam jednak, że gdyby nawet pojawiła się sytuacja, w której dwóch zawodników pała do siebie szczerą nienawiścią, to każdy trener postawi tylko na jednego z nich, ponieważ najważniejszy jest kolektyw.

Czas na pytanie o team leadera Leszka Laszkiewicza. Powiedzmy sobie szczerze, że „zdejmował” pan z głowy trenera Kalabera wiele codziennych trosk, dzięki którym selekcjoner mógł skupić się na swojej robocie. Prosiłbym o parę słów na temat swojej roli w tym awansie.
Gdy byłem młodym zawodnikiem w Unii Oświęcim, mój starszy wspaniały kolega Mariusz Puzio na podobne pytania odpowiadał zawsze, że „on tu tylko sprząta”. I ja podobnie odpowiem (śmiech).

Wobec tego poproszę o kilka dobrych słów o naszych chłopakach w reprezentacji Polski. Na początek będący nieco w cieniu obrońcy, czyli Arkadiusz Kostek i Kamil Górny. Goli nie strzelali, bo nie taka była ich rola.
Oczywiście, że tak. Arek i Kamil w pełni wykonali założenia i nie mieliśmy do nich najmniejszych zastrzeżeń. Kostek to taki... „niewidoczny obrońca”, czyli najlepszy z możliwych. Jeśli defensor nie popełnia błędów, to jest właśnie „niewidoczny”. Arek zarówno w klubie, jak i w reprezentacji, prezentuje bardzo solidny poziom. To inteligenty facet i nie wyobrażamy sobie reprezentacji Polski bez niego. Wiele dobrego mogę także powiedzieć o Kamilu Górnym. Dysponuje on potencjałem ogromnego doświadczenia i jest świetnie poukładany taktycznie. Bardzo dobrze używa także „inteligencji meczowej”.

Kamil Wałęga. Wiadomo, że już „nie nasz”, ale przecież to jeden z najbardziej utalentowanych wychowanków w historii JKH GKS Jastrzębie.
Kamil to już „europejska półka”. Bardzo dobrze rozwinął się na Słowacji, natomiast w Mistrzostwach Świata udowodnił swoją wartość. Bez wątpienia zasłużył na kontrakt w Trzyńcu. Liczymy, że zadomowi się tam na dłużej i... poradzi sobie na tak wysokim poziomie. Nie powinien także przejmować się, jeżeli przyjdzie mu rozegrać kilka spotkań na „farmie” we Frydku-Mistku. To wciąż bardzo młody zawodnik i powinien jak najwięcej grać.

Czas na Dominika Pasia. Przy okazji nie pominiemy kwestii, czy ostatecznie pozostanie w JKH GKS Jastrzębie...
Dominik ma za sobą kolejne bardzo udane mistrzostwa. To bardzo solidny chłopak, który ciągle pnie się w górę, jednak w mojej opinii popełnił błąd przejściem do drużyny z Hawirzowa. Szczerze odradzałem mu grę w ostatniej drużynie czeskiej pierwszej ligi. Teraz musi ciężko pracować, aby nadrobić stracony czas i „odbudować statystyki”, na które z oczywistych względów patrzą znani managerowie. Jeśli chodzi o dalsze losy naszego... „Pasiutka”, to jestem z nim w stałym kontakcie. W najbliższych dniach Dominik określi się, czy pozostanie w Jastrzębiu, czy poszuka szansy w innym klubie. My uszanujemy każdą jego decyzję. Jeżeli postanowi o odejściu, to życzę mu, aby wybrał taki zagraniczny klub, w którym będzie miał szansę gry. Za rok reprezentacja Polski zagra w Mistrzostwach Świata Elity. W Czechach pojawią się najlepsi agenci z całego świata. To ogromna szansa przed każdym z naszych młodych graczy, nie tylko przed Pasiem. Warunek jest jeden - nie można stracić sezonu na siedzenie na ławce. Trzeba grać.

Na koniec słowo o tych naszych chłopakach, których zabrakło w Nottingham. Marcin Horzelski i Jauhenij Kamienieu odpadli „na ostatniej prostej”, natomiast Maciejowi Urbanowiczowi w udziale w imprezie przeszkodziła kontuzja.
Wszyscy ci chłopcy, a także Filip Komorski, zasługiwali na to, aby być z nami na Mistrzostwach Świata. Jeśli trener Kalaber powiedział, że ostateczna selekcja przed wyjazdem na Wyspy była najtrudniejszą decyzją w jego życiu, to mówił prawdę. Mieliśmy przecież w planach ogłoszenie ostatecznej kadry po meczach z Węgrami, a tymczasem decyzje zapadły dopiero kilka dni później po niesamowicie długich i wnikliwych analizach. Ogromnie żałujemy, że regulamin nakłada na nas tak ograniczoną liczebność kadry. Maciek na pewno pojechałby z nami, gdyby nie uraz. Kalaber uwielbia zawodników, którzy zostawiają serce na lodzie, a taki właśnie jest „Urbi”. Z kolei „Horzel” i „Żenia” z bardzo dobrej strony pokazali się w sparingach. Gdyby w ostatniej chwili nie dołączył Paweł Dronia, to jeden z nich pojechałby z nami do Anglii. Byliśmy naprawdę dumni z tych chłopaków i dlatego z tym większym żalem ogłaszaliśmy ostateczny skład kadry.

Po meczu z Rumunią nasi zawodnicy zapowiedzieli huczne świętowanie i „pójście w miasto”. Oglądaliśmy kilka „grzecznych” filmów z szatni, ale chyba na tym się nie skończyło?
Chłopcy zasłużyli na świętowanie. Spędzili pięć tygodni bez swoich rodzin i chcieliśmy, aby po awansie mogli psychicznie odpocząć od presji. Zrobili wielką rzecz i należało im się to „pójście w miasto”. Rzeczywiście, świętowali do białego rana, ale z mojej perspektywy team leadera najważniejsze było to, że wszyscy szczęśliwie wsiedli do samolotu do Wrocławia (śmiech).

Za rok zagramy w wymarzonej Elicie, jednak co bardziej realistycznie stąpający po ziemi kibice (oczywiście od razu nazwani malkontentami) ostrzegają, że ta przygoda może skończyć się na przykład wynikiem 0:15 z Kanadą...
Zdaję sobie z tego sprawę. Taki rezultat jest możliwy, ponieważ zderzymy się z zupełnie innym hokejowym światem. Po drugiej stronie tafli będą zawodnicy absolutnie kompletni, którzy walczą o karierę w NHL, gdzie na jedno miejsce jest kilkanaście tysięcy kandydatów. Nie chcę jednak „gdybać”, co będzie za rok. Na razie powinnyśmy cieszyć się awansem. Na pewno musimy być w pełni zdrowi i kompletni. Jeśli wypadnie nam kilku liderów, to może być problem.

Znamy tę kwestię z JKH GKS Jastrzębie...
Tak, aż za dobrze. Jeżeli będziemy w pełni zdrowi, to jesteśmy w stanie postarać się o kolejne niespodzianki. Bez wątpienia te dwanaście miesięcy poświęcimy na polepszenie gry w defensywie. To będzie klucz do głównego celu, jakim jest utrzymanie w Elicie.

Ostatnie pytanie - jak nie zmarnować tego sukcesu? Proszę tu jednak o osobistą odpowiedź nie team leadera reprezentacji Polski, ale legendę polskiego hokeja.
Na pewno PZHL musi zadbać o możliwie najszersze wypromowanie naszej dyscypliny. Musimy przyciągnąć jak najwięcej kibiców na te nieliczne lodowiska, które mamy. Bardzo istotne są regularne transmisje spotkań ligowych w telewizji. Natomiast zdecydowanie najważniejsze jest pozyskanie solidnych środków na szkolenie młodzieży. Pokolenie, które awansowało do Elity, nie będzie w nieskończoność „ciągnęło” tej kadry. Mamy mało klubów, a wiele obiektów jest w opłakanym stanie. Trenerzy muszą łączyć działalność sportową z inną pracą zarobkową, aby utrzymać rodziny. Działania należy podjąć już teraz, rozumiejąc zarazem, że efekty będą dopiero za kilkanaście lat. Istnieje bardzo dobrze przemyślany plan Henryka Grutha, który „od zaraz” można wdrożyć w życie. Do tego jednak potrzebne są pieniądze. Jeśli nie zrobimy nic, to szybko opuścimy Elitę i na powrót do niej będziemy czekać jeszcze dłużej niż te dwie dekady...

Przeczytaj pełny artykuł ze źródła:

https://jkh.pl//aktualnosc/2316


Podziel się z innymi, udostępnij:
REKLAMA

Podziel się swoim zdaniem...
jesteś gościem
lub dodaj jako gość
Ładuję komentarze... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Ciekawy temat? Rozpocznij dyskusję. Zostaw komentarz...

na Tapecie! wyróżnione artykuły

REKLAMA


Ostanie komentarze

250 metrów to dla mieszkańców tej ulicy jak autostrada, ale dla mnie Kowalskiego z osiedla to żarty!
świetny materiał!
Jaki remont? Przejeżdżam tam codziennie i nic się nie dzieje. Jakieś znaki nastawiali, a dziury jak w budżecie miasta! 
Pan Witold jak zwykle w formie i na poziomie! powodzenia

REKLAMA

REKLAMA