"Psy Wojny" mają 40 lat. Falon: Gdyby nie bunt, nie byłoby zespołu
Na stronie Urzędu Miasta Jastrzębie-Zdrój opublikowano wywiad z Tomaszem „Falonem” Jaworskim – liderem legendarnego zespołu punkowego Psy Wojny, który w tym roku świętuje 40-lecie istnienia. Falon wspomina początki zespołu, opowiada o trasie jubileuszowej, różnicach między dawnym a dzisiejszym punkiem oraz... imbirze przed koncertem.
Wywiad z Tomaszem "Falonem" Jaworskim, liderem legendarnego punkowego zespołu Psy Wojny, który w tym roku obchodzi 40-lecie istnienia
Jak wyglądały początki zespołu?
Często jeździłem na koncerty z Dezerterem. Dzięki nim, nie płacąc za bilety, wchodziłem na koncert i obserwowałem jak to wszystko wygląda od kuchni. I zapragnąłem mieć swój zespół. Zacząłem od gry na perkusji – bardzo krótko- w raciborskiej kapeli Perszing. Jednak z racji na to, że zdecydowanie perkusja ograniczała moje ruchy, to nie była to długa przygoda. Natomiast klatkę obok mnie mieszkał Roman "Kwapol" Kościółek, z którym założyłem zespół tak naprawdę. Te początki wyglądały w zasadzie tak, że w moim pokoju odpaliliśmy radio Sanyo, na którym szła gitara, Roman grał na radio od babci, która strasznie krzyczała, jak jej to radio zabierał na próbę. Perkusista pukał po fajerkach, a ja śpiewałem na sucho i taki był początek. To był po prostu zespół kumpli, grających dla kumpli.
Jak więc z grania dla kumpli przenieśliście się na granie wielkich koncertów?
Mieliśmy swoich dwóch takich "mecenasów".- Tomasza Połcia i Janusza Szostaka, pracujących w Gazecie Młodych i w Walce Młodych. Poznaliśmy się kiedyś podczas festiwalu w Jarocinie i tak się jakoś zgadaliśmy, że oni zaczęli o nas naprawdę bardzo dużo pisać. O zespole, który tak naprawdę jeszcze nie zagrał żadnego poważnego koncertu. Więc mogę szczerze powiedzieć, że to dzięki nim zaczęliśmy być znani wśród większej grupy słuchaczy.
Jakie są największe różnice między dzisiejszą sceną punkową a tą, kiedy Psy Wojny zaczynały?
Wtedy było o wiele więcej powodu do buntu. Gnębiono nas już tylko za to, że wyglądaliśmy inaczej, że mieliśmy pasy, naćwiekowane kurtki – tylko za to trafialiśmy na milicję, wpadali nam z nalotami na mieszkania...Ale prawdę mówiąc, gdybyśmy nie byli tak gnębieni, gdybyśmy nie mieli tylu powodów do buntu, to nie wiem czy Psy Wojny przetrwały by tyle czasu.
Psy Wojny przetrwały, ale na pewno coś się w nich zmieniło. Co konkretnie?
Postarzeliśmy się (śmiech). Tak naprawdę ze starego składu tylko ja zostałem, teraz w zespole mam chłopaków z Kuźni Raciborskiej. Ale za wiele w naszym graniu się nie zmieniło. Trochę rzetelniej podchodzimy na pewno do tego, aby przekazać co gramy. Kiedyś granie było dla nas jedną wielką imprezą, wydawało się, że świetnie się bawimy, ale to wszystko miało drugie dno – tak naprawdę to była swego rodzaju destrukcja...
Od destrukcji do goździków i imbiru przed koncertami?
Tak, to teraz mój sposób, swoisty rytuał. Aby dobrze zaśpiewać stosuję właśnie takie naturalne sposoby.
Dobre rozśpiewanie jest teraz szczególnie ważne, ponieważ Psy Wojny grają trasę jubileuszową. Co możesz nam o niej powiedzieć?
Tak, 10 koncertów po całej Polsce. Gramy między innymi w Szczecinie, Lublinie, Gdyni, Poznaniu czy Zabrzu. Wydaliśmy też przy współpracy z Miastem Jastrzębie-Zdrój jubileuszową płytę pod tytułem "Jeszcze nie umarłem".
Wracając na chwilę do koncertów – preferujesz wielkie stadiony czy kameralne koncerty?
Ja zdecydowanie wolę te w klubach, kiedy publika jest blisko, na wyciągnięcie ręki. Lubię być z publiką za pan brat. Zresztą, my po każdym występie lubimy wyjść do ludzi i pogadać. Przecież jesteśmy normalnymi facetami. A prawda jest taka, że gdyby nie publiczność, to by nas nie było. Bo dla kogo mielibyśmy grać?
Kończąc naszą rozmowę – czego należy wam życzyć z okazji 40-lecia?
Zdrowia przede wszystkim. I siły, żebyśmy mogli jeszcze piłować.
No i tego właśnie życzymy.
Artykuł ze źródła: https://www.jastrzebie.pl

























































